Jan Stanisław Witkiewicz - fotografia

28 lutego - 19 marca 2006
tytuł wystawy: "Akt męski"

Jan Stanisław Witkiewicz i Galeria w Willi Struvego zapraszają na pierwszą w Polsce wystawę fotografii aktu męskiego. Wystawie połączonej ze sprzedażą towarzyszy album fotografii „Akt męski”.


Więcej informacji na podstronach...


 
Powrót do wydarzeń
 

    

Galeria w Willi Struvego

Warszawa, ul. Piękna 44a
tel. 022 625 57 03, 022 625 57 64
email: ws@artinfo.pl



Jan Stanisław Witkiewicz

"Akt męski"

28 lutego - 19 marca 2006




Jan Stanisław Witkiewicz i Galeria w Willi Struvego zapraszają na pierwszą w Polsce wystawę fotografii aktu męskiego, od 28 lutego do 19 marca. Wystawie połączonej ze sprzedażą towarzyszy album fotografii „Akt męski”.

Zapraszamy do Willi Struvego, ul. Piękna 44a w Warszawie, od 28 lutego do 19 marca, codziennie od godziny 11.00 do 19.00.

Wystawiamy 94 fotogramy, wszystkie sygnowane przez autora i numerowane (nakład 10 egz.).
Do sprzedaży przeznaczone są odbitki
od 2 do 9.



  
Serdecznie zapraszamy!

 
Powrót do wydarzeń

    

Ze wstępu do albumu "Akt męski":

…pierwsze udokumentowane zdjęcie nagiego mężczyzny zostało wykonane w rok po wynalezieniu metody utrwalania obrazów pojawiających się wewnątrz camera obscura, czyli fotografii (1839). Model pozował bez ruchu przez dwadzieścia pięć minut, bowiem tyle trwało wówczas naświetlanie. To wczesne ujęcie nie oznacza jednak, że w latach następnych powstawało dużo tego typu fotografii. Przeciwnie, więcej znaleźć można zdjęć rozebranych kobiet – niekiedy o pornograficznym zabarwieniu – aniżeli mężczyzn. Niemniej już od połowy lat pięćdziesiątych XIX wieku ciało mężczyzny coraz częściej budziło zainteresowanie fotografów. Z prostego zresztą powodu, ponieważ akt męski w minionych stuleciach dominował w sztuce, był obecny w rzeźbie, malarstwie, rysunku. Wszakże to właśnie ciało mężczyzny przedstawiało ideał piękna. Wielu artystów uważało, że studenci akademii sztuk pięknych muszą uczyć się rysując ciało mężczyzny. Giorgio Vasari twierdził nawet, że bez studiowania męskiego ciała nie może być mowy o twórczości. EugÝne Delacroix poszedł dalej, postulując w swoim eseju „O nauce rysunku” studiowanie fotografii przedstawiających akt męski; widział w tym niezwykle istotny środek pomocny w malarstwie. Choćby dlatego nie podpisał manifestu przeciw fotografii, który w 1862 roku został opublikowany i opatrzony takimi nazwiskami, jak Jean-Auguste-Dominique Ingres, Hippolyte Flandrin, Constant Troyon i Pierre Puvis de Chavannes. Delacroix wspólnie z EugÝne Durieu zaczął tworzyć fotografie, które miały być pomocne artyście przy malowaniu obrazów. Powstała cała seria ujęć przedstawiających nagie kobiety i nagich mężczyzn, pojedynczo lub w grupach. Delacroix bardzo wiernie w swojej twórczości wykorzystywał powstałe w ten sposób fotografie. Zresztą w owym czasie ten rodzaj zdjęć był niezwykle modny. Powstawały setki tysięcy tego typu wizerunków, autorstwa niezliczonej rzeszy fotografów. W aktach policji francuskiej znajduje się sprawa pewnego fotografa, u którego znaleziono i skonfiskowano 135 tysięcy ujęć – jak je zwano – „akademickich”. Usprawiedliwieniem tej wybujałej produkcji – kolejnym już w przypadku aktu męskiego – było dostarczanie malarzom i rzeźbiarzom, których nie stać było na żywego modela, fotografii przedstawiających nagich mężczyzn w najprzeróżniejszych pozach. Powstawały też serie fotografii pokazujących – nieomal jak taśma filmowa, klatka po klatce – mężczyznę w ruchu (największe osiągnięcia w tej dziedzinie są udziałem Eadwearda Muybridge’a). Usprawiedliwieniem dla tych zdjęć były potrzeby nauki, a więc studiowania ciała w ruchu. Męskie akty zastygłe w pozach lub w ruchu, często wydawane w formie książek-albumów, cieszyły się niezwykłym powodzeniem nie tylko – czego nie trudno się domyślać – u artystów. Cały czas trwała jednak dyskusja dotycząca miejsca fotografii, tego, czym w ogóle jest fotografia. Delacroix twierdził, że poprzez malarstwo przemawia dusza, zaś poprzez fotografię tylko… umiejętność. Zaprzeczeniem tej tezy była wielka kompozycja fotograficzna Oscara Rejlandera zatytułowana „Two Ways of Life”, którą w 1857 roku pokazał na wystawie „Manchester Art Treasures Exhibition”. Znalazło się na niej trzydzieści klasycznych aktów męskich, znanych z malarstwa i rzeźby (notabene pozowali mu modele z małej miejscowości w Szkocji, gdzie wówczas mieszkał). Kompozycja wywołała wielką dyskusję i była znaczącym argumentem na rzecz twierdzenia, że fotografia nie jest li tylko mechanicznym zapisem rzeczywistości. Nietrudno zauważyć, że ujęcia „akademickie” aktu męskiego aż po lata dwudzieste zeszłego stulecia zdominowały dzieła fotografów. W spuściźnie po wielu malarzach i rzeźbiarzach znajdowano setki fotografii „akademickich”, które były wykorzystywane w dziełach tych artystów. Tak też było w przypadku zdjęć Vincenzo Galdiego, Wilhelma von Plüschowa i przede wszystkim spokrewnionego z Plüschowem barona Wilhelma von Gloedena. Fotografie tego ostatniego osiągnęły niezwykłą popularność. Do dziś fascynuje nie tylko ilość – około siedmiu tysięcy fotografii – ale również tematyka; Gloeden poświęcił się wyłącznie fotografowaniu chłopców i mężczyzn. Ze względów zdrowotnych po zakończeniu nauki w Weimarze w 1880 roku osiedlił się w Taorminie na Sycylii, gdzie dwa lata później powstały pierwsze fotografie jego autorstwa. Były to zdjęcia nagich modeli płci męskiej na tle ruin antycznych lub pejzaży z akcesoriami kojarzącymi się z antykiem. Fotografie Gloedena bez problemów mogły znaleźć szerokiego odbiorcę. Wszakże nie chodziło przede wszystkim o męskie ciało, lecz o tęsknotę za wyidealizowanym antycznym światem. Z jakichkolwiek powodów sięgano po fotografie Gloedena, jego wpływ na późniejsze generacje fotografów zajmujących się przedstawianiem nagiego mężczyzny jest po nasze czasy zauważalny. Długo dyskutowano, czy fotografie Gloedena to już sztuka, czy też emanuje z nich tylko artystyczna siła. Wielu fotografów na przełomie XIX i XX wieku (choćby Paulo Pichier, Guido Rey, baron Frederic Rolfe Corvo lub Konrad Helbich) szło śladami Gloedena, na swój sposób inscenizując świat Arkadii. Niemniej nikt z nich nie osiągnął tej popularności i podziwu, jakie były udziałem Gloedena. Warto przy tej okazji wspomnieć, że Gloeden przekazał testamentem swoją spuściznę Pancrazio Buciniemu – wcześniej był jego modelem – który miał z tym wiele problemów, kiedy we Włoszech doszli do władzy faszyści. Oskarżono go o posiadanie materiałów pornograficznych, w rezultacie zniszczono prawie cały dorobek niemieckiego barona. Prawdziwy renesans twórczości Gloedena nastąpił w latach sześćdziesiątych zeszłego stulecia, kiedy już bez obawy o ingerencję cenzury udostępniono na licznych wystawach i w publikacjach nieomal całą zachowaną twórczość fotografa. Dzięki temu można też w pełniejszy sposób zrozumieć starania fotografów pod koniec XIX wieku o uznanie fotografii jako samodzielnego dzieła sztuki. Nie mogło wystarczać – z oczywistych powodów – imitowanie za pomocą fotografii tego, co przedstawiano w rzeźbie i malarstwie. Można było podążać drogą wyznaczoną przez Gloedena lub też próbować środkami fotograficznymi imitować grafikę, to znaczy pozbawić akt męski jego naturalności. Wielu fotografów (między innymi Frank Eugene, Clarence White, Imogen Cunningham lub Anne Brigman) wybrało tę drugą drogę – tym bardziej, że możliwości techniczne fotografii pozwalały już wówczas na tego typu zabiegi. Zresztą Henry Peach Robinson, teoretyk fotografii artystycznej, twierdził już w 1869 roku w swojej książce „Pictorial Effect In Photography”, że do tego celu nic lepiej się nie nadaje, jak właśnie akt męski. Imogen Cunningham była pierwszą kobietą, która intensywnie zajmowała się fotografowaniem nagiego mężczyzny, szczególnie męża, poślubionego w 1915 roku drukarza Roi Partridge’a. Odstąpiła też od różnych środków usprawiedliwiających przedstawianie nagości mężczyzny – jak odwołania do antyku lub kopie dzieł sztuki z minionych epok – i pokazała ciało kochanego mężczyzny odarte z inscenizacyjnych zabiegów. Nie tylko istotne było, jak pokazywany jest akt męski, ale również kogo przedstawia. Była więc moda na anemicznych młodzieńców, pięknych chłopców lub chłopięcych mężczyzn albo też mężczyzn pozbawionych płci (według ukazujących się na początku XX wieku przewodników fotograficznych, powinien dominować akt pokazujący przede wszystkim plecy), później zaś atletów, szczególnie artystów cyrkowych, ale także tancerzy i sportowców. Po pierwszej wojnie światowej akt męski w dużej mierze wyrażał zmieniający się styl życia, a co za tym idzie także zupełnie inne odczuwanie ciała. To wówczas rodził się nudyzm, a także grupowa gimnastyka lub taniec na świeżym powietrzu, wszystko to bez „paraliżujących” ruch i przede wszystkim duszę ubrań. Ta fascynacja ciałem znajduje oczywiście odzwierciedlenie w fotografii. Herbert List pokazywał takie „wyzwolone” akty męskie. O fotografiach Lista pisał Stephen Spender, że był w nich erotyczny wyraz, rodzaj aury, która otaczała ciała, nasiąknięte słońcem i tym słońcem dalej promieniujące – obojętne, czy przyodziane w ubrania czy też bez nich. I oczywiście nadal eksperymentowano, tym bardziej, że rozwój techniki fotograficznej dostarczał coraz to nowych możliwości. W gruncie rzeczy od początków fotografii po czasy nam współczesne część fotografów najbardziej fascynuje się techniką i ważniejsze ponad wszystko staje się to, jak można ją zastosować. Bodaj najważniejszym fotografem zajmującym się przedstawianiem aktu męskiego w okresie międzywojennym był George Platt-Lynes. W jego dorobku widać obie tendencje panujące w latach trzydziestych i czterdziestych XX wieku w fotografii, a więc neoklasycyzm i surrealizm. Akt męski w jego twórczości – jak u Gloedena lub Freda Hollanda Daya – zajmuje centralne miejsce. Podobnie jak Philippe Halsmann, František Drtikol, Raymond Voinquel, Cecil Beaton lub George Hoyningen-Huene – Platt-Lynes dokonuje inscenizacji, bardzo uważnie dobiera rekwizyty i starannie oświetla. Zaś w jego surrealistycznych fotografiach widać wpływy Man Raya, od którego nauczył się montażu, czyli – mówiąc banalnie – łączenia w całość różnych elementów, często sprzecznych i na pozór wykluczających się. Dziś bardziej ceni się jego akty powstałe w studiu fotograficznym, w których na szczególną uwagę zasługuje sposób oświetlenia. Pozy i gesty są dokładnie wystudiowane, model zostaje wyizolowany z pomieszczenia, a poprzez odpowiednie oświetlenie nabiera nierzeczywistego, prawie sztucznego wyrazu. Warto też wspomnieć, że Platt-Lynes jako pierwszy na fotografii artystycznej pokazał onanizującego się mężczyznę, co dopiero kilkadziesiąt lat później stało się dość powszechne. Jego twórczość wywarła olbrzymi wpływ na późniejsze generacje fotografów zajmujących się aktem męskim. Szczególnie dotyczy to najbardziej znanego współczesnego fotografa, Roberta Mapplethorpe’a, w którego twórczości akt męski odgrywa rolę najważniejszą. Warto wspomnieć w tym miejscu o amerykańskim fotografie Minor White, którego wpływ można dostrzec w twórczości Mapplethorpe’a. Otóż fotograficy XIX i początku XX wieku traktowali akt męski mniej lub bardziej jako rodzaj dokumentacji, zaś White potraktował modela jako równego fotografowi. Zdjął go z piedestału, pozbawił pewnej sztuczności i uczynił w pełni partnerem fotografa. Istotny w historii aktu męskiego był również moment, kiedy – szczególnie w latach siedemdziesiątych XX wieku – zaczęło podejmować ten temat coraz więcej kobiet. Ważne są między innymi fotografie Evy Rubinstein, Judy Dater, Marshy Burns, Ernestiny Ruben lub Kariny Rosenthal. Zaś twórczość wcześnie zmarłego Mapplethorpe’a do dziś wzbudza zachwyt, ale również namiętne dyskusje. W jego inscenizowanych w najmniejszym detalu fotografiach, perfekcyjnych do przesady – na tyle, że wręcz pozbawionych życia, sztucznych i jakby nie z tego świata – model staje się niedostępny, istniejący sam dla siebie, wyobcowany; z równą siłą eksponuje kwiat, jak penisa. Mapplethorpe uczynił ze swoich fotografii obiekt pożądania, szczególnie w przypadku fascynujących go czarnych modeli, ale również stworzył przepaść między fotografią i widzem. Inaczej jest u włoskiego fotografa, Dino Pedrialiego, który z modelami wyszedł poza studio. Jak Gloeden sycylijskich chłopów pokazał jako antycznych pasterzy, tak Pedriali w ciałach młodych mężczyzn z peryferii Rzymu szuka odniesień do sztuki Caravaggia lub Luki Signorelliego. Ale to również pokazuje, że ilu jest fotografów zajmujących się aktem męskim, tyle jest też możliwości indywidualnego docierania do pokazywanego obiektu. Bo też fotografowanie i pokazywanie aktu męskiego – jak wyraził to Minor White – jest „częścią dialogu”. Ten dialog w Polsce nie istniał i nadal w gruncie rzeczy nie istnieje. Były rozliczne wystawy i albumy prezentujące akt kobiecy, natomiast szerokim kołem omijano mężczyzn. Kuratorzy wystaw mówią, że zamiar pokazania nagich lub półnagich ciał mężczyzn powoduje w urzędnikach odpowiedzialnych za kulturę stan histerii. No cóż… Z równą chęcią fotografuję akty kobiece, jak i męskie, także portrety. Niemniej obecnie – być może ze względu na „stan histerii” – zdecydowałem się na pokazanie aktu męskiego. I tym samym po raz pierwszy w naszym kraju ukazuje się album, który od początku do końca zawiera wyłącznie akt męski…
Jan Stanisław Witkiewicz 

  
 
Powrót do wydarzeń

 




Powrót