Ponowoczesność i życie wieczne
Wystawę rozpoczyna spotkanie z obrazami Grzegorza Bednarskiego, które podejmują dialog z ikonosferą przednowoczesną. Artysta sprawdza żywotność uniwersalnych motywów. Przywołuje wielowiekową historię europejskiego malarstwa i mierzy się z nią, nawiązując wprost do wielkiego tematu vanitas, a w szczególności do dzieł twórców baroku hiszpańskiego: Sancheza Cotana i Francesco de Zurbarana. Prezentowane w „Arsenale” niewielkiego formatu martwe natury Bednarskiego stanowią nostalgiczne opowieści o przemijaniu, w których tradycja harmonijnie splata się z wrażliwością współczesnego, świadomego przebytej drogi artysty.
O ile wanitatywne martwe natury doskonale mieszczą się w kanonie wyobrażeń akceptowanych także przez dzisiejszego widza i oprócz ewentualnej refleksji mogą dostarczyć również estetycznej przyjemności, tak kolejne prezentowane prace uderzają w konwencjonalne metody reprezentacji. Zdjęcia Konrada Kuzyszyna z cyklu Kondycja ludzka – Collegium Anatomicum przekazują biologiczną prawdę o śmierci – nagą prawdę, odartą z transcendentalnych znaczeń i implikacji metafizycznych. Fotografie ludzkich ciał – preparatów anatomicznych wykorzystywanych na uczelni medycznej są najczęściej przez odbiorców odrzucane. Dlaczego nie potrafimy spojrzeć na te pozornie beznamiętne obrazy, w których ukazuje się, wprawiająca nowoczesnego odbiorcę w zmieszanie, mizeria człowieka. Obraz wydaje się odrażający i dla współczesnej mentalności niedostępny. Okropność tych zwłok widzimy dlatego właśnie, że nie cechuje ich owo specyficznie ponowoczesne, w istocie jedynie estetyczne postrzeganie dramatu śmierci, która dziś – powielona w tysięcznych obrazach – stała się zdarzeniem medialnym, zgoła niezauważalnym w swej trywialnej, powszechnej oczywistości i ostatecznie zbanalizowanym. Jedynym społecznie abrobowanym sposobem użytkowania tych ciał jest ich wykorzystanie w obszarze nauki, która odbiera im intymność i tajemnicę, neguje to, co najbardziej podmiotowe i indywidualne.
O tym zawłaszczeniu mówi Grzegorz Klaman, który demaskuje instrumentalne wykorzystanie obrazów śmierci we współczesnej kulturze. Jak zauważa Ewa Mikina, artysta w swoich pracach „wydobywając na światło dnia to, co zwykle pozostaje okryte całunem, narusza nie tyle porządek symboliczny eschatologii, co anatomopolitycznej władzy nad ciałem-zwłokami” W pracy Anatrophy używa Klaman formy lightboxu stosowanej w reklamie – co nasuwa bogactwo konotacji z masową kulturą konsumpcyjną. A przy tym zwieszone w ciemnej przestrzeni, jarzące się własnym światłem tuby ze zdjęciami ludzkich kończyn budzą nieoczekiwane skojarzenia z obiektami sakralnymi, relikwiarzami, w których przechowywane są szczątki świętych. Twórca ujawnia jak eschatologia zmieniła się w ekonomię.
Na represyjność kultury tyleż dopuszczającej do głosu, co dyskretnie odbierającej nam mowę, wskazała Zuzanna Janin, realizując projekt Widziałam swoją śmierć, nie mieszczący się w kulturowo obowiązujących modelach zachowań. Artystka stworzyła i eksploruje społecznie realne sytuacje. Zdecydowała się na odtworzenie mitu o powrocie z zaświatów, osadzając go we współczesnych realiach. Aranżując i uczestnicząc w obrzędzie własnego pochówku, dokonała symulacji własnej nieobecności i obserwacji świata "beze mnie”. Odprawiając ten unicestwiający rytuał przypomniała okrutną prawdę, że bytuje się ku śmierci, ale także przypomniała zarazem, że człowiek jest niczym „bez ceremonii”, że właśnie obrzędowanie nicości tworzy wyrwę w jej dziele, buduje w niej jakieś struktury.
Odmienną perspektywę przyjmuje Angelika Markul, która prezentuje instalację przestrzenną Les oublièes. Wykorzystuje ona zastane sytuacje z codziennego życia, rozgrywającego się tuż obok, lecz najczęściej pozostającego poza obszarem ludzkiego zainteresowania. Bohaterami swoich filmów czyni Markul drobne zwierzęta i owady, sięgając po tak starą jak sztuka europejska metodę personifikacji. Używając oszczędnych filmowych środków, tworzy pełne niedomówień i psychologicznego napięcia historie. Pokazuje cykl życia i śmierci, zamknięty krąg przemijania i odradzania się istnienia w jego biologicznym wymiarze. Wieczne trwanie gatunku.
W wieńczącej wystawę realizacji – cyklu malarskim Marka Chlandy Sześć dni śmierć ponownie zostaje obdarzona znaczeniami transcendentalnymi, mimo opresji współczesnej kultury, która stara się ją z tych znaczeń obedrzeć. Chlanda podejmuje próbę zobrazowania ostateczności. Doświadczenia ostatecznego. Sześć dni stanowi rodzaj palimpsestu. Nie jest to opowieść, lecz wędrówka. A wędrując, po drodze mijamy ulotne wizerunki chwil, postaci, przedmiotów z których każdy obdarzony jest wieloma znaczeniami. Przenikają się wymiary i płaszczyzny narracyjne, abstrakcyjne i symboliczne. Cyklicznie powtarzający się odcinek czasu, jakiego dotyczy obraz – tydzień, jest niczym pars pro toto dziejów. A śmierć nie jest końcem, lecz transformacją, przejściem, przemianą. Wolnością…
Powrót

