Sabina Błażejowska-Grondziel, Julia Cybis, Agata Dobrowolska, Anna Pisarska

25 maja - 08 czerwca 2010


Pojęcie kultury masowej pojawiło się wraz z rozszerzeniem zasięgu środków komunikacji społecznej (kino, radio, telewizja etc.). Od początku przeciwstawiano je pojęciu kultury wyższej. Kultura masowa, choć tryumfująca technicznie, uważana była za uboższą duchowo i odpowiadającą pospolitym gustom. Czas sfalsyfikował ten podział i wykazał błędność stwierdzeń z rodzaju: "publiczności - wychowanej na MTV – Bergman i Antonioni to słowa równie obce jak św. Augustyn i Faulkner"*. Elitarność sztuki nie stanowi o jej wartości. Co więcej, istnienie mediów masowych nie wydaje się tej sztuce specjalnie przeszkadzać. Najlepszym tego dowodem jest film.
Dwie słynne serie kinowe, dwaj bohaterowie ze swoimi powiedzonkami i gadżetami. Dwa filmowe schematy sprawdzane na wielopokoleniowej publiczności. Dwa klasyki filmowe, wywodzące się z komiksu i powieści szpiegowskich dla znudzonych pań domu. Obrazy-znaki funkcjonujące w masowej świadomości. Współczesny odbiorca (czy raczej uczestnik) kultury musi je znać by nie zagubić się w plątaninie odniesień i skojarzeń, która jest ukrytym szkieletem rzeczywistości podawanej nam przez media.
Jako przedstawicielki pokolenia wychowanego na teledyskach pragniemy zapewnić, że nie obce jest nam kino czarno-białe, choć nie pogardzimy też naszpikowanym efektami widowiskiem. Nie odrzucamy kiczu i schematu – wszak konwencja jest narzędziem twórcy. Owszem, mówimy do siebie hasłami z reklam i ciągle coś nam się kojarzy. Tak, mamy w głowach sieczkę i bardzo nas to bawi.

*Andrzej Werner "Dekada filmu", Instytut Badań Literackich PAN, Warszawa, 1997.


Powrót