Slavica
Na wiosnę zawsze jest tak samo. Trzeba zrobić trzy rzeczy, które zawsze, ale to zawsze na wiosnę robimy my, Słowianie. Po pierwsze adorować ziemię. Po drugie stoczyć walkę dwóch plemion. Po trzecie dokonać ofiary. Oczywiście jest to ofiara nie byle jaka, bo z dziewicy - Wybranej. Nie ma rady - prymitywna natura rządzi się swoimi własnymi prawami.
Slavica to działanie, które - cytując klasyka - jest historią wesołą, ale ogromnie przez to smutną. Nowa chłopomania, nie tak znowu bardzo różniąca się od swojej pierwotnej wersji. To też wzięcie słowiańskości, poddanej fetyszyzacji w jeszcze bardziej przerażający sposób. Obecnej w internecie, wiadomościach telewizyjnych czy radiowych, w codziennej prasie. Słowiańskość przez wielkie S, która dosłownie adoruje ziemię, toczy walki z obcymi plemionami i składa ofiary. W takim ujęciu Święto wiosny. Obrazy z życia dawnej Rusi w 2 częściach Igora Strawińskiego i Mikołaja Roericha, staje się punktem wyjścia dla mówienia o współczesnych barbarzyńcach.
Muzyka Strawińskiego, razem z oburzającą choreografią Wacława Niżyńskiego, była jednym wielkim skandalem. Le Sacre du printemps zostało określone przez jednego z krytyków po paryskiej premierze baletu w 1913 roku, jako Le Massacre du printemps - wiosenna masakra. Teraz Święto wiosny jest raczej powracającym gestem, a nie rewolucją. Stanie się ono pretekstem do opowieści o naszym własnym przedwiośniu i naszej własnej masakrze. Albośmy to jacy tacy. Może okaże się, że nie potrzeba już więcej ofiar, a wiosna i tak przyjdzie.
Powrót

