Magdalena Nałęcz - Fabryka snów
Od zawsze pamiętam ten dreszcz emocji i całkowite przeniesienie w inny wymiar – wyznaje Magdalena Nałęcz.
– Cisza zapadająca pomiędzy opadaniem kurtyny a owacjami widzów. Był to dla mnie magiczny moment. Siedziałam przez tych kilka sekund w osłupieniu, zachwycona i poruszona grą aktorów, koncertem muzyków, śpiewaków i powoli powracałam do realnego świata.
Moje najstarsze wspomnienia z dzieciństwa sięgają czasów, kiedy szyfony, tiule, tafty szeleściły w pracowni krawieckiej mojej babci, która wyczarowywała z nich kreacje do kolejnych spektakli w teatrze, a ja zakradałam się do pustej rekwizytorni i garderoby aktorów.
Emocje z dzieciństwa powróciły po latach, kiedy obejrzałam Cinema Paradiso w reżyserii Giuseppe Tornatore. Do dziś porusza mnie As Time Goes By z Casablanki i Moon River ze Śniadania u Tiffaniego.
Ludzie nigdy dotąd nie byli bohaterami moich obrazów. Postacie wprowadziłam do nich trochę podstępem. Przedstawiłam moich ulubionych aktorów – bohaterów obrazów jako postaci z plakatu. Jednak nie chciałam, aby byli nieobecni, jednostronnie płascy. Nadałam im życie i pozwoliłam zejść z plakatu.
Powrót

