Praga gada komiksem

22 września - 12 października 2018


Wystawa plansz komiksowych Mirosława Urbaniaka „Mirasa” do albumów Fundacji Animacja w serii „Praga Gada” będzie prezentowana w Domu Artysty Plastyka na Mazowieckiej na przełomie września i października.  Jest to adaptacja rozmów z seniorami z prawobrzeżnej Warszawy do współczesnej formy komiksu.

 

Na wystawie w Galerii Lufcik znajdą Państwo nowele graficzne lub ich fragmenty wyłącznie z serii „Praga Gada”. Szczególnym komiksem jest ten, narysowany przez Mirasa do scenariusza Mieczysława Gajdy, aktora i prażanina pt. „Anioł ze zdjęcia”.

 

Wyjątkowym komiksem są też Git-Ptaki. To okrutna baśń, którą należy sytuować w czasach zniewolenia, w PRL. Tak jak większość opowieści seniorów dotyczy silnych, lokalnych więzi, przynależności do grupy. Jeden z prażan z ul. Brzeskiej z którym rozmawialiśmy, wysnuł ciekawą teorię dotyczącą subkultury git-ludzi. Jego zdaniem była to formacja o charakterze narodowym. Git-ludzie stawiali sprawę jasno: każdy kolaborant, ale także ten, kto jest bierny, uległy i przez to sankcjonuje system, to frajer. Ten, kto czynnie występuje przeciwko władzy, kto ma silne poczucie więzi z lokalną formacją, ale i z ojczyzną, jest godzien szacunku, jest w porządku człowiekiem. Zdaniem pana Leszka nie przez chuligańskie wybryki, ale przez wzgląd na kwestie polityczne ludzie ci trafiali do więzień. Tu stanowili elitę. Bycie gitem w latach 70. XX wieku stało się na Pradze modne. Opuszczający zakłady penitencjarne pospolici kryminaliści podszywali się potem, już na wolności, pod gitowców. Władze komunistyczne celowo propagowały fałszywy obraz gitowca jako skorego do rozbojów degenerata, urka burki. Git-ludzie rozwinęli grypserkę, czyli tajny kod służący do porozumiewania się, mający swoje korzenie w grypsie (krzcinie, kminie), czyli gwarze przestępców przedwojennych. Subkultura ta wytworzyła także system rytuałów (np. uroczyste obmywanie się po kontakcie z frajerem) i znaczących tatuaży (np. kropka w kąciku lewego oka, czyli cynkwajs, jako znak bycia git, bycia sprawdzonym). Historię o bezkompromisowych buntownikach, opowiedzianą przez pana Leszka, połączyłem w scenariuszu z opowieścią ostatnich gołębiarzy z Targówka, którzy podzielili się ze mną inspirującą analogią między zniewoleniem ludzi a więzieniem gołębi. Mirosław Urbaniak wykonał znakomicie, malarskie plansze, idealnie oddające symbolikę tej opowieści.

 

Pozostałe komiksy lub ich fragmenty, jakie odnajdą Państwo na wystawie Mirosław Urbaniak z właściwym sobie nienagannym warsztatem, a nawet wirtuozerią stworzył do scenariuszy piszącego te słowa Przemysława J. Olszewskiego, pomysłodawcy projektu Praga Gada. Nasza współpraca przybiera na sile i już wiosną 2019 Fundacja Animacja opublikuje piąty z serii komiks o tytule „Praga Gada Wiechem dwa” z 28 planszami narysowanymi przez Mirka. Na 2019 r. Fundacja planuje także zorganizować warsztaty ilustracji i storyboardu, na których Mirosław Urbaniak podzieli się z kursantami tajnikami swojego imponującego warsztatu.

Przemysław Olszewski

 

„Urodziłem się w czasach kiedy papier i słowo drukowane było wyrocznią. Dawno temu. Rysowałem odkąd pamiętam i chociaż brzmi to jak frazes i wątpliwa rekomendacja, to spotkania rodzinne spędzałem leżąc na podłodze pod stołem, pomiędzy stopami biesiadni­ków, zapełniając bazgrołami kolejne zeszyty przeznaczone na matematykę albo język polski… Zacząłem edukację artystycz­ną pod wpływem pierwszych numerów Magazynu „Relax”. Mistrz Rosiński napisał w jed­nym z nich, że trzeba się uczyć rysować, trenować i najlepiej zacząć od liceum plastycznego a potem podążać dalej. Zamarzyłem, że zostanę rysownikiem i będę tworzył obrazkowe historyjki ku uciesze czytelników/oglądaczy. Jednak inaczej niż wyobrażał to sobie Mistrz Grzegorz i ja, liceum plastyczne szybko przekonało mnie, że komiks to strata czasu. Było mi przykro, ale muszę przyznać że wtedy już było za późno żeby zawrócić. Otworzy­łem się na inne gatunki sztuki, w czym niewątpliwie pomogło zamieszkanie w internacie szkół artystycznych (buziaki dla braci muzycznej!). Czasy były bardzo twórcze, zmieniało się wszystko wokół. Wobec tego postanowiłem, że tak czy owak będę żył ze sztuki i ze sztuką.

Żeby tchórzliwie uniknąć pa­triotycznego obowiązku służby w Ludowym Wojsku Polskim, podążyłem raz obraną drogą, dopasowując się do zastanej sy­tuacji. Tylko od czasu do czasu jak czkawka wracały do mnie rysuneczki z dymkami.

 

Dostałem się na ASP zaraz po maturze, pomachałem więc ofi­cerom z WKU na pożegnanie i rozpocząłem studia. Pięć lat do przodu… i byłem absolwentem katedry Komunikacji Wizual­nej Zamiejscowego Wydziału Grafiki w Katowicach Akade­mii Sztuk Pięknych w Krako­wie. Skończyłem studia zanim Wydział został pełnoprawną uczelnią i nomenklatura stała się krótsza i przejrzystsza. Ważne w tym długaśnym tytule były dla mnie słowa „Komuni­kacja”, „Grafika”, „Sztuka”. I Katowice.

 

Po krótkim okresie pracy jako projektant graficzny, wróciłem do marzenia o opowiadaniu historii obrazkami i zostałem przez ówczesnego dyrektora artystycznego Jacka Frączaka zatrudniony w „Życiu War­szawy”. Stałem się członkiem zespołu rysowników, którzy na początku lat 90-tych ubiegłego wieku zamieszali trochę na ryn­ku prasowym.

 

Kilka lat później i parę ko­lejnych zwrotów w karierze i powróciłem do rysowania komiksów. „Biedronką” udało mi się wygrać jedną z edycji konkursu na komiks o Powstaniu ‘44, or­ganizowanego przez Muzeum Powstania. Wydałem swój debiutancki album „Un Western dans la Poche”, po którym z wielkimi oporami materii ukazały się dwa kolejne albumy „Dr Jackall & Miss Hype” i „Harmonijka”. Ten ostatni ukończyłem już w Londynie, do którego zawiał mnie wraz rodziną kolejny podmuch. Tutaj też skontaktował się ze mną Przemysław Olszewski, wydawca serii „Praga Gada”. Pierwsze zlecenie było ekspre­sowe. Wystąpiłem w roli koła ratunkowego i jestem dumny, że nie tylko udało mi się wyko­nać plan, ale również zdobyłem zaufanie Wydawcy. Od tej chwili mój udział w projekcie wzrastał i osiągnął w ostatniej odsłonie rozmiary niemal peł­nowymiarowego albumu.

 

Wdzięczny jestem Przemkowi i Fundacji Animacja za tę szansę ponownego wstąpienia w buty komiksiarza. Formuła antolo­gii, krótkie formy narracyjne i bardzo krótki cykl produkcji, daje okazję do wypróbowania wielu różnych stylistyk i metod narracji. Kolejne tomy stały się dla mnie poletkiem doświad­czalnym. W krótkich formach, zajmujących kilka plansz, można wypróbować koncepcje, które w przypadku realizacji pełnego albumu mogłyby się okazać nie tylko pomyłką, ale wręcz przekleństwem. Zobo­wiązanie się do narysowania 46 plansz w technice, która nie tylko nie sprawia po kilku tygo­dniach przyjemności, ale staje się ograniczeniem, lub mozo­łem, jest nie lada wyzwaniem. W sytuacji, kiedy na realizację albumu poświęca się kilka, nawet kilkanaście miesięcy codziennej pracy, może to być zdecydowany krok ku depresji!

 

Komiks, podobnie jak ilustracja prasowa, jest takim gatunkiem sztuki, który w pełni istnieje dopiero w druku, w albumie, magazynie, na przedostatniej stronie gazety, czy nawet w fanzinie drukowanym na kserokopiarce. Można spędzić całe życie rysując historyjki, komponując wspaniałe kadry i oszałamiające plansze, ale do­piero forma którą uzyskują po przetrawieniu przez maszynę drukarską w pełni pokazuje co są nasze działania warte.

I za możliwość przetestowania swojej wartości bardzo Przem­kowi i „Praga Gada” dziękuję!”

Mirosław Miras Urbaniak




Powrót