Krzysztof Skórczewski - Autoportret | 70. urodziny artysty
Popularność miedziorytu Krzysztofa Skórczewskiego opiera się w decydującej mierze na mistrzostwie warsztatowym, ale także na wyłonieniu Wielkiego Tematu. Nie sposób pozostać obojętnym wobec Arki czy Wieży Babel wyobrażonych w tak atrakcyjnej formie. Skórczewski stawia na baczność rzesze swych wielbicieli. Czy jednak odczytanie Skórczewskiego jako artysty uwikłanego w historyczny, „społeczny” temat nie jest jednostronne? Interpretację biblijnego tematu często opisuje się jako metaforę wygórowanych ambicji, mówi się o marności rodzaju ludzkiego ukaranego za swą małostkowość i pychę. Zatracając się w patosie Wielkiego Tematu i problemach globalnych zapominamy jednak o artyście. A może w większym stopniu chodzi tu o refleksję nad samym sobą? Może to artysta poszukuje siebie w kontekście tematu biblijnego, zdarzeń masowych, totalnych i kryzysowych. W ten sposób ekstremalne wydarzenia w dziejach ludzkości stają się konfrontacją z własną jaźnią. Puste przestrzenie wokół Arki, która powinna gromadzić żyjący dobytek świata, wyludnione tarasy Wieży Babel, gdzie pomieszały się języki milionów świadczą, że poszukiwania te to bardziej prywatna sprawa artysty, niż refleksja nad mitycznymi dziejami ogółu. O przeglądaniu się w Wielkim Temacie jak we własnym lustrzanym odbiciu świadczą także „osobiste” tytuły prac Moja Arka, Moja Wieża Babel. Artysta peregrynuje w meandrach tej osobistej architektury jak w labiryncie podświadomości; po szczeblach drabin, rusztowań, szalunków, pokonując zapory tyleż materialne ,co psychiczne. Czyż nie świadczy o tym natrętna, psychodeliczna wręcz multyplikacja detalu, jego odrealnienie mówiące więcej o psychice niż o materialnym obiekcie i wydarzeniu? Artysta wchodzi we własne wnętrze, penetruje ciemne i zimne podziemia, ale też obcuje z rozświetlonymi poddaszami świata. Bada geologiczne pokłady pamięci, odkrywa twarde kamienne dyski i miękkie drewniane oprzyrządowania. W miedzianej płycie i w scalonych obwodach rysunku widzi swe oblicze. Jest jedynym świadkiem tych masowych, choć, paradoksalnie, wyludnionych spektakli. W sposób niewidoczny dla mniej wtajemniczonych, nie obnosząc swej prywatności, krok po kroku kreśli autoportret.
Jan Fejkiel - fragment tekstu z katalogu wystawy
Powrót

